Coraz trudniej kupić spokój
Państwo opiekuńcze nie porzuciło ambicji ochrony obywateli przed skutkami kryzysów, zaczęło natomiast tracić zdolność do ich pełnej realizacji. Co się musi wydarzyć, by wyszło to nam wszystkim na dobre?
Współczesna polityka gospodarcza coraz częściej przypomina próbę zarządzania rzeczywistością tak, jakby koszty kryzysów można było po prostu anulować. Politycy, niezależnie od szerokości geograficznej i barw partyjnych, w momencie szoku ekonomicznego natychmiast koncentrują się na jednym celu: minimalizowaniu jego odczuwalnych skutków społecznych. Inflacja ma nie uderzać w konsumpcję, szok energetyczny nie powinien przekładać się na rachunki gospodarstw domowych, a kryzysy, od pandemicznych po geopolityczne, nie mogą generować bezrobocia.
Ta logika ma swoją nazwę i genealogię: wywodzi się z keynesowskiego projektu zarządzania popytem, który John Maynard Keynes sformułował jako odpowiedź na deflacyjne załamania lat 30. XX wieku. Problem polega jednak na tym, że narzędzie przeznaczone do leczenia niedoboru popytu jest dziś mechanicznie stosowane do tzw. szoków podażowych: kryzysów energetycznych, zerwań łańcuchów dostaw, embarg, gdzie jego skuteczność jest zasadniczo inna, a koszty uboczne znacznie wyższe. Taka logika interwencji zakłada niemal nieograniczoną zdolność państwa do amortyzowania wstrząsów. W praktyce jednak gospodarka nie zawsze znajduje się w stanie „kryzysu do zarządzenia”, czasem po prostu przechodzi przez zwykłe cykliczne spowolnienie, które również bywa mylnie traktowane jak stan wyjątkowy....
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
