Upadek wartości rodzinnych w serialach
Nie dość, że sitcomy przegrywają dziś z zalewem rozmaitych treści rozrywkowych, to dodatkowo samo wejście w dorosłość jest coraz bardziej odkładane w czasie. A przecież stanowiło esencję tego typu produkcji.
Telewizyjne sitcomy od swojego zarania obracały się wokół relacji rodzinnych. W okresie swojej największej popularności był to ich dominujący motyw. Rozmaite telewizyjne familie potrafiły przyciągać przed ekrany dziesiątki milionów widzów, bić rekordy oglądalności, a finałowe epizody popularnych serii bywały wydarzeniami rangi narodowej. Dziś jednak można ze świecą szukać tradycyjnej rodziny wśród współczesnych sitcomów, nie mówiąc już o zapaści samego gatunku, który niegdyś był synonimem masowej telewizji. Co stało się z tym rodzajem komedii, który kiedyś bawił – także nad Wisłą – rzesze widzów?
Klasyczny model
Sitcomy opierały się na genialnej w swojej prostocie formule – krótkie odcinki pokazywały zabawne, codzienne sytuacje z życia stałej grupy bohaterów, przebywających zazwyczaj w tym samym miejscu. Początkowo były nagrywane przy udziale publiczności, której reakcje stanowiły część show. Stąd też wziął się charakterystyczny dla tego typu produkcji śmiech spoza kadru.
Pionierem sitcomów był amerykański serial „Mary Kay and Johnny” z 1948 r. Przedstawiał on perypetie młodego nowojorskiego małżeństwa. Na tym samym pomyśle opierały się późniejsze telewizyjne hity lat 50., które wyznaczyły standardy gatunku, takie jak „I Love Lucy” czy „The Honeymooners”...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
