Absorpcja, autarkia i granica opłacalności imitacji
Skoro PKB per capita przestaje rosnąć w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii, to czy dalsza konwergencja do poziomu Zachodu w ogóle ma jeszcze sens jako cel strategiczny?
Teza Krzysztofa Mazura o „państwie absorpcyjnym” („Polska z kulą u nogi”, „Plus Minus”, 18-19 lipca 2026 r.) opisuje ostatnie cztery dekady tak, jakby absorpcja była polskim stanem naturalnym, a podmiotowość – ambicją dopiero do wynalezienia. To nie jest jednak spór o coś, czego Polska nigdy nie próbowała. XX wiek dał nam dwa „eksperymenty” w przeciwnych kierunkach, a ich wyniki są bardziej pouczające niż sama dychotomia absorpcja–podmiotowość, bo pokazują, że każdy z modeli zawodzi z innego powodu ekonomicznego.
II Rzeczpospolita była w gruncie rzeczy pierwszym polskim państwem absorpcyjnym. Górnośląski przemysł ciężki: węgiel, stal, cynk, w dużej części znajdował się w rękach kapitału francuskiego, belgijskiego i niemieckiego. Monopol zapałkarski oddaliśmy Szwedom. Stabilizację złotego w 1927 r. przeprowadzono pod nadzorem zagranicznych doradców finansowych, na zasadach bliskich programom Troiki, których doświadczyła Grecja, czy samego Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Pożyczka stabilizacyjna wiązała się z warunkowością i obecnością zagranicznego doradcy przy Banku Polskim. Struktura gospodarki pozostawała w większości agrarna, z niską wartością dodaną eksportu.
Jedynym poważnym wyłomem był Centralny Okręg Przemysłowy Eugeniusza Kwiatkowskiego, uruchomiony w 1936 r. – państwowy, planowy...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)