Nic nie jest wieczne
Gianni Infantino zarobił dla FIFA mnóstwo pieniędzy, a obiecywał przynieść jeszcze więcej. Zapomniał jednak, że chociaż poparcie można kupić, to wierności już nie. Przykład Seppa Blattera, a nawet Joao Havelange’a powinien dać mu do myślenia.
Szef FIFA Giann Infantino osiągnął to, co zamierzał, chociaż wielu wątpiło, czy jego pomysły mają sens. Powiększył mundial do niewidzianych wcześniej rozmiarów i sprawił, że w turnieju finałowym zagrała co piąta reprezentacja świata (Polakom się nie udało, ale to już odrębna historia). Z imprezy elitarnej, gdzie grali rzeczywiście najlepsi piłkarze, mundial stał się balem, na którym bogaci tańczą z biednymi i muszą od nowa uczyć się kroków.
A jednak ten nowy format się obronił, dostarczając wielu niespodzianek, niezapomnianych historii, tworząc nowych bohaterów. Kibice dostali to, co kochają najbardziej, czyli niepowtarzalne emocje, których nie można doświadczyć nigdzie indziej, w żadnym miejscu i czasie na świecie. Na dalszy plan zeszły nawet sprawy wizowe, a o „przerwach na nawodnienie” dyskutowali eksperci, zastanawiając się, jak ten czas wykorzystywali trenerzy.
Mistrzostwa świata zarobiły nawet więcej, niż zakładały prognozy, więc wszyscy powinni być zadowoleni. Infantino spotykał się i uśmiechał z Donaldem Trumpem, a to powinno zapewnić mu nietykalność. Zachęcony tym boss FIFA postanowił pójść dalej i skomercjalizować kurę znoszącą złote jaja. Oczywiście, nie chciał sprzedać wszystkiego, ale podzielić się częścią tortu z prywatnymi inwestorami. Wszystko pod hasłem: „większe zyski dla FIFA, więcej...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)