Miliardy dla budżetu z wątpliwościami
Podatek cyfrowy ma prostą konstrukcję, ale nie jest pewne, czy uda się go skutecznie wyegzekwować – twierdzą eksperci oceniający projekt Ministerstwa Cyfryzacji. Dużo zależeć będzie od postawy samych big techów.
Podatek rekompensujący od niektórych usług – tak brzmi oficjalna nazwa nowej daniny, którą chce wprowadzić rząd (wcześniej wspominano o „podatku cyfrowym”). W projekcie opracowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji założono, że obejmie ona m.in. przychody z handlu danymi internautów, z reklam w internecie, działalności platform społecznościowych i serwisów streamingowych. Stawka podatku ma wynieść 3 proc., aczkolwiek z możliwością pewnych odliczeń.
Big techy mają się dzielić zyskiem
Podatek cyfrowy ma zrekompensować – stąd nowa nazwa – polskiemu państwu straty, jakie wynikają z tego, że wielkie międzynarodowe korporacje działające w wirtualnej przestrzeni nie płacą podatku od tego, co na polskich klientach zarabiają. Często są bowiem w naszym kraju formalnie nieobecne – nie mają w Polsce spółek ani nawet przedstawicielstw.
Czy ten podatek w ogóle zacznie obowiązywać – to prawdopodobnie zależy od wielu czynników politycznych. Wiadomo bowiem, że część big techów, czyli potencjalnych podatników nowej daniny, ma siedzibę w Stanach Zjednoczonych i ich interesy starają się chronić tamtejsze władze. Wiadomo też powszechnie o dobrych relacjach łączących amerykańskiego prezydenta z polskim, a ten ostatni przejawia dość widoczną skłonność do wetowania różnych ustaw.
Zakładając jednak, że projekt resortu cyfryzacji stanie się...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)