Kosztowna jazda na e-hulajnodze
Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że elektryczne rowery to w rzeczywistości motorowery, a nawet motocykle, wymagające do jazdy specjalnych uprawnień. Nawet elektryczną hulajnogą dzieci nie mogą jeździć bez karty rowerowej.
Elektryczne rowery, będące często w rzeczywistości motorowerami lub motocyklami, to plaga na polskich drogach rowerowych, a nawet chodnikach. Pojazdy te, choć nie mogą się poruszać po drogach bez uzyskania homologacji i ich zarejestrowania, są nagminnie wykorzystywane przez dostawców jedzenia, a ostatnio zyskują coraz większą popularność wśród nastolatków.
Rodzice, którzy kupują takie pojazdy swoim dzieciom chyba nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji. Po pierwsze z tego, że taka „zabawka” może być bardzo niebezpieczna zarówno dla ich pociech, jak i osób postronnych, w szczególności pieszych. W odróżnieniu od roweru elektrycznego, którego silnik pozwala na maksymalne wspomaganie do prędkości 25 km/h, niektóre z tych pojazdów mogą pędzić nawet do 75 km/h. Po drugie, nadal nie wszyscy dorośli są świadomi, że jest to niezgodne z prawem, za co może ich spotkać wysoka grzywna. Ostatnio głośnym echem odbiła się sytuacja z Białegostoku, gdzie matka czternastolatka jeżdżącego po drodze publicznej pojazdem, który należałoby zakwalifikować nie jako rower elektryczny, lecz właśnie jako motorower, została ukarana grzywną w wysokości 5 tys. zł.
Dziecko nie odpowiada za wykroczenie
Zarówno dopuszczenie do prowadzenia pojazdu osoby nieposiadającej uprawnień (art. 96 § 1 pkt 2 kodeksu wykroczeń),...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)