W Polsce mamy sędziów czy „sendziów”?
Czy dzisiejszy spór o sądy to spór o ostatnią dekadę, czy o coś znacznie starszego – o architekturę, która nigdy nie dała polskiemu sędziemu narzędzia analogicznego do tego, jakie w 1803 r. stworzył sobie sam Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych?
Od wielu lat trwa w Polsce spór o pozycję sędziów. Dziś coraz trudniej ustalić, czego właściwie dotyczy. Korzenie obecnej sytuacji sięgają znacznie głębiej, a ich analiza pozwala lepiej zrozumieć nie tylko pozycję polskiego sędziego, lecz także sposób funkcjonowania prawa jako takiego.
Być może warto spojrzeć na ten problem z szerszej perspektywy.
Czym jest władza sędziowska?
W klasycznym modelu trójpodziału władzy sędziowie dysponują realną władzą polityczną. Dla wielu Polaków może brzmieć to zaskakująco, jednak nie chodzi tu o udział w bieżącej polityce, lecz o wpływ na kształt porządku prawnego państwa.
Aby zrozumieć istotę tego zjawiska, należy cofnąć się do Stanów Zjednoczonych początku XIX wieku. Pod koniec kadencji prezydenta J. Adamsa podjęto próbę obsadzenia licznych stanowisk sądowych osobami związanymi z ustępującą administracją. (Brzmi znajomo?) Jedna z nominacji nie została jednak doręczona W. Marbury’emu. Gdy władzę przejął T. Jefferson, nowy sekretarz stanu J. Madison odmówił wydania dokumentu nominacyjnego.
Marbury skierował sprawę do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. W wyroku z 1803 r. sąd stwierdził po pierwsze, że Marbury miał prawo otrzymać nominację. Po drugie, uznał, że część przepisów ustawy regulującej właściwość Sądu Najwyższego pozostaje w sprzeczności z konstytucją. Po trzecie zaś...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)