Londyn nie wróci do Unii
Partia Pracy już od trzech lat próbuje pobudzić anemiczny wzrost gospodarczy. Akcesja do Wspólnoty by to ułatwiła, ale nie jest możliwa.
Gdy władza Keira Starmera zaczęła się chwiać, Wes Streeting zagrał w otwarte karty. Ówczesny minister zdrowia zadeklarował, że jeśli to on zostanie nowym premierem, będzie dążył do odwrócenia wyniku referendum z czerwca 2016 r. i powrotu królestwa na łono Unii.
Strategia wydawała się obiecująca. Z sondażu przeprowadzonego przez YouGov wynika w końcu, że 57 proc. Brytyjczyków uważa, iż rozwód ze zjednoczoną Europą był błędem, a tylko 30 proc. wciąż uznaje, że tak należało postąpić. Jednocześnie 48 proc. pytanych uważa, że warto przeprowadzić ponowne głosowanie w sprawie przystąpienia kraju do Unii.
Ostatecznie Streeting przegrał starcie o Downing Street. Musiał zadowolić się stanowiskiem ministra obrony u nowego premiera Andy’ego Burnhama. Ten w 2016 r. głosował przeciw wyjściu kraju z Unii. Ale dziś ponowną integrację kraju wyklucza.
– Partia Pracy wyznaczyła sobie w odniesieniu do relacji z Unią trzy czerwone linie, których nie przekroczy. Nie zgodzi się ani na przystąpienie kraju do unii celnej, ani do Jednolitego Rynku, ani nie przywróci swobodnego przepływu osób między Wielką Brytanią a UE. A to przecież znaczy mniej niż pełne członkostwo – mówi...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
