Zamrożona rewolucja
Łukaszenko stłumił bunt, wyrzucił z kraju przeciwników, nauczył się zarabiać na wojnie Rosji z Ukrainą. – Putin nie zawahałby się użyć siły na Białorusi – mówi „Rz” politolog.
Sześć lat temu ulice Mińska, Grodna, Brześcia i wielu innych białoruskich miast wypełniły tłumy ludzi zbulwersowanych wynikiem wyborów prezydenckich, w których według Centralnej Komisji Wyborczej urzędujący od 1994 r. Aleksander Łukaszenko zdobył ponad 80 proc. głosów. W trakcie bezprecedensowych w historii kraju protestów dyktator wyprowadził wojsko na ulice.
Popierana przez opozycję demokratyczną główna rywalka Łukaszenki, Swiatłana Cichanouska (według reżimu otrzymała nieco ponad 10 proc. głosów), tuż po wyborach została wypchnięta z kraju na Litwę. Na Białorusi rozpoczęły się masowe aresztowania przeciwników dyktatora i ruszył walec represji, przed którym schronienia za granicą musiały szukać setki tysięcy Białorusinów.
W ciągu sześciu lat na Białorusi doszło do ponad 100 tys. odnotowanych przypadków represji politycznych: zatrzymań, rewizji, przesłuchań, wyroków. Ponad 4600 ludzi otrzymało status więźnia politycznego, z których ponad 870 wciąż przebywa w więzieniu.
Siły są nierówne
– W 2020 r. walczyliśmy przeciwko Łukaszence o wolne wybory, a dzisiaj walczymy już o niepodległość Białorusi i mamy na swojej drodze nie tylko Łukaszenkę, ale także Rosję...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
