Czerwona Besarabia
Czerwona Besarabia
Przywódca komunistów Władimir Woronin (na zdjęciu z lewej) najpopularniejszy mołdawski polityk (między innymi dlatego, że jest sympatyczny i budzi zaufanie prostego człowieka), zdaje się z pewną nieśmiałością obejmować całą władzę w imieniu swej partii
(C) EPA
BOGUMIŁ LUFT
Z KISZYNIOWA
Po zwycięstwie wyborczym komunistów w Mołdawii zrobiło się raczej smieszno niż straszno. - Pozdrawiam z czerwonej Besarabii - mówi, parskając śmiechem, czterdziestoletni przywódca chadeków, Iurie Rosca, w rozmowie telefonicznej z przyjacielem z Bukaresztu.
Uspokaja zmartwionego rozmówcę: - Nasi dziadkowie mieli gorzej, ich wywożono na Sybir.
Rosca tryska humorem i optymizmem. Przewiduje szybki upadek nowych władców, którzy jego zdaniem nie dadzą sobie rady z rządzeniem. Wyraźnie liczy na to, że jego partia, która jako jedyna prawdziwa opozycja weszła do parlamentu, bardzo skorzysta na takim obrocie sprawy. Wierzy w młodzież, której pełno w siedzibie jego ugrupowania. Twierdzi, że młodzi Mołdawianie "odzyskali już tożsamość rumuńską i chcą, by kraj zmierzał ku Zachodowi".
Lorena Bogza, rumuńska dziennikarka żyjąca w Kiszyniowie od lat...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
