Dziennik północny
MARIUSZ WILK
18 listopada
Słyszę z różnych stron, że rusycyzmów nadużywam, że staję się miejscami niezrozumiały. I zrazu żałuję, że z polskich szkół usunięto obowiązkowy "ruski".
"Ruski", czyli język rosyjski, był moją szkolną zmorą. Zawsze na granicy niedostatecznego. Ba, z filologii polskiej nieomal przezeń wyleciałem. W końcu poszedłem do profesora Z., dzień przed egzaminem, i obiecałem mu, że jeśli postawi mi tróję bez pytań, to nigdy, przenigdy nie użyję tego języka. Aby profesora nie zbłaźnić! A jednak...
A jednak mi żal, iż znajomość rosyjskiego w Rzeczypospolitej zanika. Mówię to d z i s i a j - z perspektywy człowieka, który polubił Rosję i Rosjan, a jednocześnie z punktu widzenia filologa polskiego, który poprzez język rosyjski (i słowiański) głębiej wchodzi w swój rodzimy - polski.
Obawiam się, że pokolenie Polaków uczone w szkołach bez rosyjskiego, będzie - i owszem - chadzać po angielsku ścieżkami Internetu, ale swego języka w gębie zapomni. Bo język tylko wtedy żyje, kiedy ma korzenie i korzeniami, niczym drzewo soki z ziemi, ciągnie esencje z głębi mowy. Słowiańskie języki pochodzą z jednej rodziny, mają wspólnych przodków (któż wie, może wspólną pramatkę?), język zaś rosyjski, wychodzący bezpośrednio z języka...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta