Człowiek z żelaza w kapciach by nie siedział
Człowiek z żelaza w kapciach by nie siedział
FOT. BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI
Jerzy Radziwiłowicz (ur. 1950), aktor, ukończył warszawską PWST. W 1972 r. związał się ze Starym Teatrem w Krakowie, gdzie stworzył m.in. wielkie kreacje księcia Myszkina w "Nastazji Filipownej" według "Idioty" i Raskolnikowa w "Zbrodni i karze" Fiodora Dostojewskiego w inscenizacjach Andrzeja Wajdy. Grał też Henryka w "Ślubie" Witolda Gombrowicza, Bartodzieja w "Portrecie" Sławomira Mrożka w reżyserii Jerzego Jarockiego. Do historii filmu polskiego przeszły role Radziwiłowicza w "Człowieku z marmuru" i "Człowieku z żelaza" Andrzeja Wajdy. Występował też w "Bez końca" Krzysztofa Kieślowskiego oraz w "Zawieszeniu" Waldemara Krzystka. Obecnie związany z Teatrem Narodowym w Warszawie.
Zapytam pana, bo chyba niektórzy z nas już o tym, niestety, dawno zapomnieli - pamięta pan, o co walczyli Birkut i Tomczyk, bohaterowie "Człowieka z marmuru" i "Człowieka z żelaza"?
Jerzy Radziwiłowicz: Różne były ich sprawy, bo też w różnych przyszło im żyć czasach. To, co ich łączyło, to walka o ludzką godność. Birkut najpierw z ogromną wiarą i pasją zaangażował się w nową rzeczywistość...
... on sam określał...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
