Zatrute jabłko władzy
Na styku polityki i gospodarki można być przyzwoitym i nie być przyzwoitym. To podział zasadniczy, choć – z natury rzeczy – idealny. A stanów absolutnych w przyrodzie nie doświadczamy. Trzeba zatem przyzwoitość gradować. Jedni lepsi od drugich. Jedni bardziej wyczuleni na korupcję i nepotyzm, inni mniej.
Pamiętam czasy, kiedy Jarosław Kaczyński z żelazną konsekwencją usuwał z Prawa i Sprawiedliwości wszystkich członków partii, którym postawiono zarzuty, i perorował o kręgosłupie moralnym. Do polityki szło się wedle tego wyznania z pobudek ideowych, a nie dla wpływów i pieniędzy. Potem jednak zmienił zdanie. Uznał, że „ci" za poprzedniej koalicji już się nagrabili i do fruktów należy dopuścić wygłodniałe rzesze sympatyków prawicy. A jeszcze później wziął się za budowę własnej klasy średniej i urzędniczej, rzecz jasna, z kręgu swoich wyznawców....
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)