Spór, który wcale się nie skończył
Decyzje Franciszka dotyczące ograniczenia możliwości sprawowania mszy świętej trydenckiej ani nie zakończą sporów o liturgię, ani nie przywrócą jedności w Kościele. Tej dyskusji nie da się bowiem zamknąć odgórnymi nakazami.
Jak to niestety bywa z decyzjami papieża Franciszka, Motu proprio (list papieski o charakterze dekretu) zatytułowany „Traditionis custodes" (z łac. „Opiekunowie tradycji") głęboko podzielił Kościół. Z jednej strony – tej tradycyjnej – widać rozgoryczenie, żal i poczucie odrzucenia przez Kościół, a niekiedy także wściekłość i niechęć. Z drugiej – nazwijmy ją progresywną – zadowolenie i z trudem ukrywaną satysfakcję, że ktoś wreszcie przytarł nosa wiecznie niezadowolonym „tradsom", odrzucającym jedynie słuszne i konieczne reformy Soboru Watykańskiego II z lat 60. XX wieku.
Głęboki podział widać także wśród biskupów, bowiem jedni – np. wielu biskupów francuskich i część amerykańskich – nie zmienili nic i wydali oświadczenia wspierające tradycyjne wspólnoty na terenie swoich diecezji, podtrzymując status quo. Inni natomiast – w tym pewna część polskich hierarchów – niemal natychmiast zawiesili celebracje mszy świętych w tradycyjnym rycie, uznawszy, że nawet kapłani, którzy już sprawowali takie msze, dalej robić tego nie będą mogli. Do tego zapowiedzieli powołanie, zgodnie z literą nowych rozstrzygnięć papieskich, „kontrolerów", którzy od teraz będą weryfikować, czy we wspólnotach tradycyjnych z odpowiednim entuzjazmem podchodzi się do zmian proponowanych przez papieża oraz posoborowego Magisterium Kościoła.
Według intencji...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
