Witajcie w montowni
Sprowadzając uniwersytet do poziomu szkoły zawodowej, miejsca, które ma gwarantować pracę i godziwe zarobki, przestaliśmy doceniać samo zdobywanie wiedzy.
Granty, punktoza, brak podziałów między dydaktyką a pracą badawczą, bezrefleksyjne kopiowanie zachodnich wzorców, nadmiar studentów, rozdrobnienie ośrodków badawczych, niskie zarobki kadry, tragiczna sytuacja młodych doktorów, dla których nie ma etatów – tak często przypominana lista grzechów głównych uniwersytetów jest obfita, a przecież daleko jej do zamknięcia kwestii domagających się natychmiastowego rozwiązania. Słychać ponaglenia, by z problemami szybko się uporać, bo każdy dzień zwłoki prowadzi do pogłębiania degradujących szkolnictwo wyższe patologii.
Niemniej, czy w takim podejściu nie odbija się przyczyna całego ambarasu? Chyba właśnie od tego wszystko się zaczęło – od wciśnięcia polskiego uniwersytetu w ramy fabryki mającej produkować naukowców, którzy następnie będą wytwarzać innowacje. W końcu to fabrykę naprawia się w taki sposób, że usprawnia się procesy, proponuje nowe regulacje bądź rozwiązania, aby zwiększyć jej efektywność.
Tutaj trzeba jednak zrobić coś innego – zmienić mentalność, społeczne podejście, a nie aplikować wciąż te same lekarstwa, licząc na to, że w końcu zadziałają.
Płatne studia? Nie pomogły i nie pomogą
W świecie, gdzie kapitalizm wciąż jeszcze się trzyma, choć już miejscami dogorywa, nadrzędnymi wartościami są efektywność oraz...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)