Nadpsute polskie centrum
Wybory prezydenckie pokazały, że skrajności zyskują na sile, a duch Weimaru zaczyna się unosić nad Polską. Czy trzeba już bić na alarm? Trzeba będzie, jeśli polityczne centrum się nie zreformuje.
19 listopada 1995 r. to ważny dzień w historii Polski, ale i dzień, który szczególnie zapadł mi w pamięć ze względów prywatnych. To wtedy Aleksander Kwaśniewski pokonał w drugiej turze wyborów prezydenckich Lecha Wałęsę, a były to pierwsze wybory prezydenckie, które obserwowałem świadomie. Moi rodzice (z przeszłością w Solidarności) odebrali zwycięstwo postkomunisty jako policzek. Pamiętam, że leżałem w swoim pokoju i słuchałem przez ścianę prowadzonej przez nich ściszonym głosem rozmowy. Zastanawiali się, czy ten wynik nie oznacza zawrócenia Polski z drogi na Zachód: do NATO i Unii Europejskiej.
Dziś może to wywoływać uśmiech, ale nie należy popełniać błędu anachronizmu. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, jak rozwinie się sytuacja polityczna. Kwaśniewski okazał się – przed 1989 r. – jedynie komunistą-koniunkturalistą, więc po przełomie ustrojowym nie zdradził demokracji. Dziś mogę powiedzieć, że na tle porównawczym był najlepszym prezydentem RP od 1989 r. Nic dziwnego, że jako jedyny zdobył reelekcję już w pierwszej turze.
Co łączy liberałów i konserwatystów (a może nawet niektórych narodowców)
Rok 2003. Jestem zaledwie gimnazjalistą. Kupuję egzemplarz Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 r. Mam go do dziś i użytkuję tak intensywnie, że niedawno odpadła...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
