Błędy luksemburgizmu
Mam poważne wątpliwości, czy Róża Luksemburg to wybór najlepszej tradycji, do której warto się dziś odwoływać. Kandydatek na feministyczne czy lewicowe sztandary lepiej poszukać w dziejach lewicy niepodległościowej.
Ostatnimi czasy w przestrzeni publicznej można zaobserwować renesans zainteresowania postacią Róży Luksemburg. Wzmogło się ono za sprawą opublikowanej pod koniec zeszłego roku nowej biografii pióra Weroniki Kostyrko. Na kartach zajmująco napisanego reportażu historycznego poznajemy urodzoną w 1871 roku w Zamościu bohaterkę, przy czym nacisk położono zarówno na jej bogatą działalność polityczną w ramach Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), a następnie Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (Sozialdemokratische Partei Deutschlands – SPD), jak i życie prywatne.
Szkoda, że zabrakło poznańskiego wątku w biografii Luksemburg na początku XX stulecia. Był on wprawdzie krótki, ale zaowocował dość bogatą spuścizną materialną. Dziś bodaj jedynie w stolicy Wielkopolski uchowała się odsłonięta ku jej czci w 1966 roku tablica pamiątkowa, a w zbiorach poznańskiego ratusza natrafimy na obraz z 1953 roku przedstawiający wiecowe wystąpienie Róży Luksemburg oraz Marcina Kasprzaka.
Głębi myśli „Czerwonej Róży”
Prowadzona wokół publikacji Weroniki Kostyrko dyskusja, czy to podczas licznych spotkań autorskich (zwłaszcza głosy obecnych tam czytelników), wywiadów, czy zamieszczanych w internecie recenzji, obrazuje zresztą szersze zjawisko. Jego przejawy były widoczne już w 2021...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)