Byłoby dobrze, żeby błędy wyborcze nie napędzały paranoi
Cały problem z domniemanymi oszustwami bierze się stąd, że polaryzacja polityczna przejawia się w retorycznej demonizacji drugiej strony. Obydwie strony sporu politycznego są głęboko przekonane, że ci drudzy nie oddadzą władzy.Rozmowa z Jarosławem Flisem, socjologiem, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego, znawcą systemów wyborczych
Czy tegorocznych błędów wyborczych, których dotyczą protesty, jest dużo, mało, czy przeciętnie?
Przekrętów wyborczych w rozumieniu przypisania głosów jednego kandydata drugiemu i na odwrót jest nominalnie trochę więcej niż w przeszłości, aczkolwiek trzeba pamiętać, że po ostatniej nowelizacji kodeksu mamy większą liczbę komisji niż w poprzednich wyborach.
To źle, że mamy ich więcej?
Przeciwnie, bardzo dobrze. Okazało się, że powinno być ich jeszcze więcej. Poprzednia liczba komisji została skonfigurowana pod 60-procentową frekwencję, a nie pod 80-procentową. Jeżeli tworzą się kolejki, to znaczy, że komisji powinno być więcej. Po pierwsze, im więcej komisji, tym bardziej rośnie szansa pomyłek. Dobrze, że na to zwracamy uwagę, bo to oznacza, że prawdopodobnie problem zostanie wyeliminowany i przy następnych wyborach się nie pojawi m.in. z tego powodu, że ludzie będą bardziej wyczuleni na proces liczenia głosów. A po drugie, jeżeli tych błędów pojawiło się więcej, to może zostanie opracowany program, który w razie odwrócenia wyniku będzie sygnalizował, że coś jest nie tak. Że wynik wymaga sprawdzenia. Przy czym w wyborach prezydenckich to jest w sumie mały problem, ale na przykład w wyborach wójtów, burmistrzów...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
