Gdy zachodni przywódcy lepiej postrzegają Pekin...
Czy za podróżami premierów Wielkiej Brytanii oraz Kanady do Chin kryje się coś więcej niż szukanie nowych rynków? Propekińskie akcenty w działaniach tych polityków wywołują kontrowersje i pomruki niezadowolenia Stanów Zjednoczonych.
– Zaangażowanie w kontakty z Chinami jest metodą, za pomocą której zapewniamy wzrost brytyjskiemu biznesowi, wspieramy miejsca pracy w kraju i chronimy nasze bezpieczeństwo narodowe – stwierdził Keir Starmer, premier Wielkiej Brytanii, podczas niedawnej wizyty w Chinach.
Nie jest on jedynym zachodnim przywódcą, który stara się kultywować dobre relacje biznesowe z Pekinem. Emmanuel Macron, prezydent Francji, w swoim przemówieniu na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, wspomniał, że chciałby więcej chińskich inwestycji bezpośrednich w Europie.
Mark Carney, premier Kanady, ponad dwa tygodnie temu odwiedził Pekin, gdzie mówił o „nowej erze partnerstwa strategicznego” z Chinami. Zgodził się też, by obniżyć do 6,1 proc. cło na chińskie samochody elektryczne (ta preferencyjna stawka ma obejmować do 49 tys. aut rocznie).
Ostentacyjne zbliżenie pomiędzy Ottawą a Pekinem zaniepokoiło Waszyngton. Prezydent USA Donald Trump zagroził, że nałoży 100-proc. cło na produkty kanadyjskie, jeśli „gubernator Carney” zawrze umowę o wolnym handlu z Chinami. Carney szybko zadeklarował, że nie ma zamiaru zawierać takiej umowy z Pekinem i przyznał, że byłaby ona naruszeniem porozumienia handlowego pomiędzy Kanadą, USA i Meksykiem.
– To, co zrobiliśmy z Chinami, to tylko rozstrzygnięcie kilku spraw,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
