Pojednanie, czyli igrzyska polskie
Nie chcę już krzyczeć na całe gardło: konstytucja. Ten drugi przecież odkrzyknie to samo, z być może większym zaangażowaniem.
7
Pojednanie istnieje tylko
na cmentarzach.
Józef Stalin.
W połowie lutego minister sprawiedliwości ogłosił szumnie o podwyżkach stawek dla mediatorów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak inicjatywa to zacna i ze wszech miar potrzebna, gdyby nie fakt, że w istocie mediacja w Polsce to instytucja, jeśli nie martwa, to co najmniej mało praktyczna. Nie od dzisiaj wiadomo, że gdzie dwóch Polaków, tam poglądów pojawia się kilka, a „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.
Dajmy na to taką olimpiadę. Otóż olimpiada zdarza się raz na cztery lata. Letnia i zimowa, rzecz jasna. I właśnie ta zimowa, w chwili, gdy wystukuję słowa niniejszego felietonu, z laptopem ustawionym na skraju kawiarnianego stolika w rozświetlonej słońcem Sewilli – obrodziła w trzeci już medal dla Polski w narciarskich skokach.
W Polsce nikt oręża nie zawiesił
Czas olimpijski to czas pokoju i okazywania sobie – poza areną zmagań sportowych – wsparcia i miłości. Od starożytnej Grecji, poprzez kolejne tysiąclecia, w okresie igrzysk wszyscy wstrzymywali oddech, zawieszali miecze i włócznie, karmiąc pospólstwo emocjami i chlebem. W Rzeczypospolitej Polskiej, od Bugu do Odry i od Tatr do Bałtyku, nikt oręża nie zawiesił, a kraj permanentnych zmagań olimpijskich trwa. Trwa bezpardonowa wymiana ciosów, która nie oszczędza...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)