Przyjaźń liczona w juanach
Tuż po Trumpie do Pekinu udał się Władimir Putin. – Chiny są największym beneficjentem wojny w Ukrainie – komentuje „Rz” ukraiński ekspert.
Jeszcze niedawno, przed wielką wojną Rosji z Ukrainą, komentatorzy moskiewscy lubili opowiadać historię o tym, jak Mao Zedong w grudniu 1949 r. udał się do Moskwy, gdzie spędził niemal miesiąc czekając na spotkanie ze Stalinem. Sowiecki dyktator celowo trzymał chińskiego przywódcę „w przedpokoju”, by pokazać wyższość ZSRR nad świeżo proklamowaną Chińską Republiką Ludową. Dopiero w lutym 1950 roku na Kremlu doszło do podpisania „porozumienia o przyjaźni, sojuszu i wzajemnej pomocy”. Dzisiaj w sytuacji bezprecedensowej zależności Rosji od Chin, publicyści rosyjscy nie odważą się sięgać do tej historii.
Kto dziś rozdaje karty
– Szanowny Panie Przewodniczący, Panie Xi Jinpingu, drogi przyjacielu! Wypada tu przywołać chińskie przysłowie: „Nie widzieliśmy się jeden dzień, a jakby minęły trzy jesienie” – mówił w środę Władimir Putin podczas spotkania z chińskim przywódcą w Pekinie w trakcie swojej dwudniowej wizyty w Chinach. Od ich poprzedniego spotkania w Pekinie (przy okazji parady z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej) świat rzeczywiście mocno się...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
