Wielka gra mocarstw o Armenię
Armenia po dziesięcioleciach konfrontacji prostuje relacje z Azerbejdżanem i Turcją, zmierza do UE. Zaprzyjaźniła się z Trumpem. Jeżeli Nikol Paszynian utrzyma władzę, Armenia na dobre może oderwać się od Rosji. Moskwa próbuje do tego nie dopuścić.
Natarcie Rosji w obliczu zbliżających się w Armenii wyborów parlamentarnych (odbędą się 7 czerwca) ruszyło w ubiegłym tygodniu, gdy Rospotrebnadzor (rosyjski urząd ochrony konsumentów) wprowadził embargo na import owoców, warzyw, kwiatów, wody mineralnej i niektórych napojów alkoholowych.
Wtedy rosyjskie władze przekonywały, że decyzja ta nie ma nic wspólnego z pogarszającymi się relacjami pomiędzy krajami, a tamtejsze media uspokajały, że lubianych w Rosji „koniaków ormiańskich” nie zabraknie, bo dostawy z dwóch najpotężniejszych zakładów wciąż są. Jeden należy do prorosyjskiego armeńskiego polityka, a drugi do francuskiej korporacji, i produkcja stamtąd z powodu sankcji dociera do Armenii poprzez państwa trzecie. Był to jedynie początek wypowiedzianej przez Kreml Armenii wojny handlowej.
Rosyjski rząd zagroził władzom Armenii, że jeżeli będzie kontynuowała integrację z Unią Europejską, Rosja rozwiąże zawarte ponad dekadę temu porozumienia dotyczące dostaw gazu, produktów ropopochodnych i nieobrobionych diamentów, które Erywań otrzymywał dotychczas na preferencyjnych warunkach (m.in....
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)