Część „starych” sędziów SN stoi teraz pod ścianą
Wystarczyłoby uchwalić krótką, jednozdaniową wręcz ustawę, która potwierdzi ważność nominacji sędziowskich od 1990 r. do dziś i zakaże ich kwestionowania – mówi „Rzeczpospolitej” Zbigniew Kapiński, nowy I prezes Sądu Najwyższego.
Prezydent czekał niemal do ostatniej chwili z decyzją o wyborze I prezesa Sądu Najwyższego. Może to świadczyć o tym, że się wahał?
W rozmowie z panem prezydentem usłyszałem, że podjął tę decyzję w takim czasie, gdyż głęboko się nad wszystkimi kandydaturami zastanawiał. I to jest prawo prezydenta, jego wyłączna prerogatywa. Zmieścił się w ustawowym terminie, co umożliwiło powołanie mnie na urząd przed zakończeniem kadencji poprzedniej I prezes SN pani Małgorzaty Manowskiej. Wszystko odbyło się zgodnie z prawem i zwyczajem.
Pierwsze komentarze po ogłoszeniu decyzji prezydenta nie są jednoznaczne. Zabolały pana słowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który nie kryje niezadowolenia z powołania właśnie pana?
Zabolałoby mnie, gdyby o tym, że to nie ja będę I prezesem Sądu Najwyższego, miało zdecydować jedno orzeczenie zapadłe 26 lat temu. I to w związku z materiałami, przy których dopuszczono się przestępstwa. Przez lata ukrywano zasadnicze dowody w tej sprawie. Po drugie uważam, że prezydent ma prawo korzystać ze swojej prerogatywy w sposób nieskrępowany. To wyłącznie jego sprawa.
W tle niezadowolenia przywoływany jest wyrok sądu lustracyjnego z 2000 r. w sprawie Lecha Wałęsy i jego współpracy z SB. Sąd w składzie, gdzie pan zasiadał, choć mu nie przewodniczył, uznał, że były prezydent nie jest kłamcą...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)