Powrót z biurem podróży zawsze bezpieczny. Nawet jak wybuchnie wojna
Na kilka miesięcy przed sezonem letnim wydarzenie międzynarodowe spowodowało, że świat wstrzymał oddech, a branża turystyczna złapała się za głowę. Natychmiast jednak touroperatorzy zakasali rękawy i ruszyli na pomoc swoim klientom. Kolejny raz zdali egzamin i pokazali, dlaczego warto wybierać właśnie ich usługi.
Ale od początku. Chodzi oczywiście o wybuch wojny na Bliskim Wschodzie w lutym tego roku, którego bezpośrednim skutkiem było zamknięcie nieba nad większą częścią tego regionu świata lub ograniczenie możliwości korzystania z niego. W efekcie setki tysięcy turystów z wielu krajów, wypoczywających w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Omanie, Katarze, Izraelu i Jordanii, zostały pozbawione możliwości szybkiego powrotu do swoich krajów.
Dużą grupę stanowili też podróżni, którzy przebywali wówczas w Azji Południowo-Wschodniej, a mieli wykupione loty do Europy z przesiadką na lotniskach w popularnych hubach, jak Dubaj, Abu Zabi i Doha, czyli miasta, które znalazły się w strefie konfliktu. Jak się okazało, była wśród nich liczna grupa Polaków.
Zarówno rządy ich krajów (ale nie wszystkie), jak i sami touroperatorzy, korzystając z chwilowych możliwości uruchomienia przelotów, rozpoczęli systematyczne akcje ewakuacyjne. Nie było to jednak ani łatwe, ani szybkie, ani tanie.
Jak informował minister sportu i turystyki...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)