Bitwa wojowników z duszą artysty
W niedzielę o 21.00 wielki finał w Nowym Jorku. Jeśli Hiszpania pokaże klasę z meczu z Francją, a Argentyna wolę walki ze spotkania z Anglią, to czeka nas widowisko, które kibice będą długo wspominać.
Hiszpanie do najważniejszego meczu weszli jak na paradzie, stopniowo rozpędzając się w trakcie turnieju, żeby w starciu z wicemistrzami świata pokazać niebywałe umiejętności i dyscyplinę.
Argentyńczycy przez fazę pucharową człapali, męcząc się w każdym kolejnym spotkaniu i nawet przez 50 minut meczu z Anglią. Kiedy jednak stracili gola, przestali kopać rywali po kostkach, próbując wziąć odwet za przegraną wojnę o Falklandy (Malwiny), i zaczęli grać w piłkę. Wtedy dopiero wszyscy mogli przekonać się, jak są w tym dobrzy.
Pierwsi po drodze musieli pokonać renomowane drużyny: Austrię, Portugalię, Belgię, wreszcie Francję. Drudzy drabinkę mieli łatwą aż do półfinału, bo z całym szacunkiem dla Wysp Zielonego Przylądka, Egiptu i Szwajcarii, były to drużyny co najwyżej bardzo solidne. A jednak Argentyńczycy męczyli się z nimi i przez to, w trakcie bardzo długiego turnieju, rozegrali w skwarze i duchocie aż dwie dogrywki. Gwiazdorzy Argentyny odpoczywali wcześniej, po dwóch zwycięstwach grupowych, w starciu z Jordanią na boisko wyszli rezerwowi, ale decydujący może się okazać wysiłek wykonany w ostatnich dniach.
Król i jego następca
Lionel Messi, który ma już 39 lat, rozegrał na tym turnieju niemal tyle samo minut, co nastolatek Pau Cubarsi...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
