Jak Kim ograł Trumpa
Aby przypodobać się północnokoreańskiemu dyktatorowi prezydent, USA zapowiedział radykalne ograniczenie udziału Ameryki w manewrach w Korei Południowej. Pjongjang nie potrzebuje już jednak Donalda Trumpa.
Winą za wszystko amerykański przywódca obarczył południowokoreańskiego prezydenta Lee Jae-myunga. Zarzucił mu, że nie chciał pomóc Amerykanom pokonać Iranu. I nie dołożył się w wystarczającym stopniu do przeprowadzonych od poniedziałku wspólnych amerykańsko-koreańskich ćwiczeń wojskowych. Wskazał także, że ćwiczenia, które jego zdaniem są wyrazem konfrontacyjnej polityki wobec Pjongjangu, nie powinny się odbyć, skoro Biały Dom rzekomo utrzymuje „bardzo dobre relacje” z Kim Dzong Unem.
Obaj politycy spotkali się ostatni raz w Hanoi przed siedmiu laty. To był czas, kiedy dyktator był izolowany. Przeprowadzony na jego rozkaz dwa lata wcześniej szósty próbny wybuch atomowy rozwścieczył wtedy nawet Chiny i Rosję. Jednak narastający za sprawą Trumpa konflikt między Pekinem i Waszyngtonem spowodował, że nagle Korea Północna stała się dla Chińczyków cennym buforem oddzielającym od amerykańskiego alianta: Korei Południowej.
Pjongjang doceniła też Rosja. W miarę, jak komplikowała się ukraińska ofensywa, amunicja i żołnierze oferowani przez Kim Dzong Una byli dla Putina na wagę złota. Latem zeszłego roku...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
