Brutalne fakty zamiast nadziei
Polityka, media – to tematy, które zdominowały festiwal. Twórcy, których filmów oczekiwano, nie zawiedli.
Organizatorzy festiwalu w Wenecji od pierwszych dni przypominają, czym może być kino: intelektualną rozmową, próbą spojrzenia na kondycję świata.
W ubiegłym roku zaraz w pierwszym dniu zachwycił widzów Paolo Sorrentino opowieścią „La Grazia” o fikcyjnym, mądrym prezydencie Włoch. To była polityczna utopia, ale jakże piękna. W tym roku takiej nadziei już na ekranie nie ma, a problemy władzy na najwyższym szczeblu są inne. W pokazywanym w sekcji Perspektywy filmie „Jupiter” Alexandre’a Smii prezydent, tym razem Francji, musi podjąć najtrudniejszą decyzję. Trwa wojna w Ukrainie. Rosja grozi atakiem nuklearnym. Jak ma odpowiedzieć Europa? NATO? Świat? Jakkolwiek by nie wyglądały rozmowy, we Francji jedyną osobą, która ma prawo uruchomić przycisk broni jądrowej jest prezydent.
– Kiedy zaczynałem pisać scenariusz „Jupitera”, miał to być film dystopijny. Dzisiaj nie ma już mowy o dystopii. Zagrożenie wojną jądrową jest przerażająco realne – opowiadał mi Alexandre Smia.
Media bez znieczulenia
Reżyserzy wracają też dzisiaj do pytań o rolę mediów. Organizatorzy otworzyli tegoroczny festiwal obrazem Danny’ego Boyle’a „Ink”. Jego bohaterem jest Rupert Murdoch, który...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
