Łup Państwo. Nieudany eksperyment
Czy ambasador, ale też każdy inny wysoki rangą przedstawiciel administracji rządowej, powinien być ostatecznie lojalny wobec rządzącej partii, czy wobec państwa? – stawia pytanie rzecznik MSZ.
Co chwila przez media przetaczają się kolejne dyskusje o polskiej służbie zagranicznej, często wywoływane komentarzami ambasadorów nominowanych przez rządy PiS „po linii politycznej”. Dr Sławomir Dębski stwierdził ostatnio, że rozróżnienie na zawodowych dyplomatów i politycznych nominatów jest sztuczne, a awanse w służbie zagranicznej były zawsze decyzjami politycznymi. To wpisuje się w słowa byłego ministra spraw zagranicznych prof. Zbigniewa Raua, że ambasador ma być lojalny wobec partii rządzącej, a nie państwa. Otóż – nie!
Słowa, które padają w tej debacie, świetnie wyjaśniają nie tylko tło toczącego się sporu o nominacje ambasadorskie. Pokazują również fundamentalną różnicę w traktowaniu administracji państwowej, służby cywilnej czy nawet szerzej – w sposobie kierowania państwem przez rządzącą koalicję i obóz polityczny Jarosława Kaczyńskiego i Karola Nawrockiego. Pytania leżące u podstaw tej dyskusji dotykają samej istoty ustroju: czy ambasador, ale też każdy inny wysoki rangą przedstawiciel administracji rządowej, powinien być ostatecznie lojalny wobec rządzącej partii, czy wobec państwa?
Oczekiwanie, by urzędnicy państwowi stawali się działaczami partyjnymi każdej kolejnej „zwycięskiej” partii jest po prostu niezrozumieniem istoty demokracji i demokratycznego państwa prawa.
Złamana obietnica
W 1989 r. „skończył się w Polsce...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
