Cioranie
Cioranie
Między skałami, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, rozpięte dwie liny. Stopami na dolnej, rękami nad głową trzymając górną, kroczy po nich człowiek. W dole rozkołysane szczyty sosen. To nie alpinista, nie linoskoczek, nie akrobata. To menedżer.
Skalna niecka po zawalonej jaskini. Dziesięć merów średnicy, pięć głębokości. Pomiędzy przeciwległymi ścianami rozciągnięte liny tworzą literę "V". Trzymając się za ramiona i ostrożnie przesuwając po linach stopy przechodzą na drugą stronę dwie młode kobiety. Liny trzęsą się, kołyszą, uciekają spod nóg. Można albo iść dalej, albo spaść.
Na brzegu zapadliska stoi grupa.
- Dorota, kiedy będziesz miała dość, masz się puścić.
- Co ty, ona się nie puszcza.
- Kiedyś musi być pierwszy raz.
- Kurczę, ale pupę wypina. Wiedziałeś, że ona ma ładny tyłeczek?
To grupa, ale nie team.
Drzewo. Trzeba na nie wejść i skoczyć z dziesięciu metrów. Jest asekuracja, ale skoku z wysokości nie boi się podobno tylko ten, kto nie ma wyobraźni. Wiele zależy od tego, co robi grupa. Jeśli się chichra i dogaduje: "Na pewno lina się urwie", "Tam w workach foliowych leżą trupy tych, którzy przedtem skakali", potęguje strach.
Powinno być tak: - Dawaj! Świetnie ci idzie! Wytrzymasz! Jeszcze...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta