Klisze i zdjęcia na sankach
Po sobotnich napiętych obradach Kongresu Kultury Polskiej poszedłem spać do warszawskiego hotelu Grand. Rano obudził mnie kolega, wołając: - Jaruzel wprowadził stan wojenny! Przez okno zobaczyłem na ulicach skoty. Dowiedziałem się o aresztowaniach uczestników kongresu. Gorączkowo myślałem, jak najszybciej wrócić do Krakowa. Od kilku miesięcy przygotowywałem materiały do zaplanowanej na styczeń wielkiej wystawy "Póki my żyjemy" pokazującej opór Polaków przeciw komunizmowi od 1944 roku. Bałem się, co z nimi będzie. W domu okazało się, że moja żona Grażyna zdążyła już zapakować na sanki materiały do wystawy oraz moje klisze i zdjęcia. Zawiozła je do znajomego proboszcza.
j. sad.