Jak uchronić premiera przed szantażem
Bezpieczeństwo państwa to kwestia przestrzegania procedur, nie zaś wiary w dobre intencje polityków czy też kierowanie się przez nich wysokimi standardami – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
Donald Tusk szczyci się tym, że potrafi – jego zdaniem – oddzielić bycie premierem od bycia ojcem. Na wtorkowej konferencji prasowej z oburzeniem odpowiadał na pytanie, czy miał niejawne informacje od służb specjalnych dotyczące kontaktów jego syna z szefem kontrowersyjnej piramidy finansowej Amber Gold. – Sugestia, że mogłem mieć tajne informacje i uprzedzałem syna, jest, delikatnie mówiąc, niemądra, a nawet nieprzyzwoita – strofował pytających go dziennikarzy szef rządu. – Nie wyobrażam sobie, aby służby specjalne miały inwigilować miejsca pracy, w których chcą pracować moje dzieci.
Służby powinny badać
Gdy takie słowa mówi surowy ojciec, może to budzić szacunek. Ale z punktu widzenia państwa jako całości wywołuje to zdziwienie. Czyżby premier sugerował, że sfera prywatności rodziny polityka powinna być tak daleko posunięta, by działaniem jego dzieci nie interesowały się żadne z państwowych organów?
Sprawa wydaje się postawiona na głowie. Służby specjalne, które podlegają premierowi, powinny...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta