My, bateryjki z Matriksa
Państwowa Komisja Wyborcza straciła kontrolę nad swoim systemem komputerowym. System „nie zawsze liczy to, co nas interesuje" – komentował parę dni temu beznamiętnym tonem sędzia Stefan Jaworski z PKW.
Nie piszę tego, żeby znęcać się nad sędzią – myślę, że w minionym tygodniu on i instytucja, którą reprezentuje, zostali już wykpieni i skompromitowani, tak jak na to zasługiwali. Także i zacytowaną powyżej wypowiedź Jaworskiego moja ulubiona satyryczna strona internetowa ASZdziennik opatrzyła ironicznym komentarzem stwierdzającym, iż „system PKW zyskał samoświadomość i przejął kontrolę nad polską armią".
Ja bym jednak tak łatwo zagrożeń związanych z emancypacją systemów informatycznych nie lekceważył. Dlaczego? Wyjaśnienie zacznę od starego dowcipu o informatyku, który wraz z elektrykiem i mechanikiem utknął na poboczu szosy w zepsutym samochodzie. Mechanik sugerował, żeby sprawdzić silnik, a elektryk, aby zbadać układ elektryczny. Informatyk zaś stwierdził, że wystarczy...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)