Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Szukaj w:
[x]
Prawo
[x]
Ekonomia i biznes
[x]
Informacje i opinie
ZAAWANSOWANE

Jak na obrazie Grottgera

06 lutego 2026 | Rzecz o historii | Zofia Brzezińska
Artur Grottger, „Pochód na Sybir” (1867) – dzieło znajduje się w kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu
autor zdjęcia: Polona
źródło: Rzeczpospolita
Artur Grottger, „Pochód na Sybir” (1867) – dzieło znajduje się w kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu
10 lutego 1940 r. rozpoczęła się pierwsza z czterech stalinowskich deportacji polskich obywateli na Sybir (1940–1941). Na zdjęciu: rampa załadowcza z oryginalnym parowozem i typowymi wagonami składu zsyłkowego na Syberię – ekspozycja w CEiPR w Szymbarku
autor zdjęcia: kaffeeringe / Steffen Voß
źródło: Rzeczpospolita
10 lutego 1940 r. rozpoczęła się pierwsza z czterech stalinowskich deportacji polskich obywateli na Sybir (1940–1941). Na zdjęciu: rampa załadowcza z oryginalnym parowozem i typowymi wagonami składu zsyłkowego na Syberię – ekspozycja w CEiPR w Szymbarku
Krystyna Malinowska – jako nastolatka przeżyła stalinowską deportację na Sybir w czasie II wojny światowej
autor zdjęcia: Zofia Brzezinska
źródło: Rzeczpospolita
Krystyna Malinowska – jako nastolatka przeżyła stalinowską deportację na Sybir w czasie II wojny światowej

Straszny był to widok, jakby żywcem przeniesiony z „Pochodu na Sybir”: kolumna Polaków w drodze na zesłanie do kołchozu, otoczona przez milicjantów na koniach. Moja mama szła w przedostatnim szeregu, pomachała do mnie. Wtedy widziałam ją po raz ostatni – opowiada Krystyna Malinowska, Sybiraczka oraz działaczka „Solidarności”.

Pani Krystyno, jak rozpoczęła się pani droga do „nieludzkiej ziemi”?

Niewątpliwie nastąpiło to wraz z wybuchem wojny. Już w sierpniu 1939 r. moja rodzina była świadoma, że katastrofa wisi na włosku, gdyż mój tata – jako dyrektor Biura Surowcowego w Ministerstwie Przemysłu i Handlu – był związany z wojskiem. Jako 12-latka bardzo silnie przeżywałam pierwsze bombardowania Warszawy. Cały czas płakałam. Trudno mi było uspokoić się zwłaszcza wówczas, gdy tata przebywał w biurze. Babcia dawała mi walerianę, ale zawsze najlepiej działał na mnie powrót taty do domu; wtedy miałam pewność, że wszyscy moi bliscy są pod jednym dachem. Moja mama pełniła służbę jako komendantka naszej ulicy – jej obowiązkiem było dopilnowanie, aby wszyscy mieszkańcy naszej żoliborskiej ulicy gasili światła. Zostaliśmy ewakuowani z Warszawy – rodzice, dziadkowie i ja – nocą z 4 na 5 września wraz ze wszystkimi urzędnikami Ministerstwa Przemysłu i Handlu. Dotarliśmy najpierw do Lublina, a potem kontynuowaliśmy podróż na wschód. Jechaliśmy wozami, głównie nocą, zatrzymując się za dnia w pustych szkołach albo u gościnnych wieśniaków. W ten sposób dotarliśmy do wsi Safjanówka, gdzie spadła na nas hiobowa wieść o ataku ZSRR na Polskę. W tej sytuacji dalsza ewakuacja na wschód nie tylko straciła sens,...

Dostęp do treści Archiwum.rp.pl jest płatny.

Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.

Ponad milion tekstów w jednym miejscu.

Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"

Zamów
Unikalna oferta
Wydanie: 13396

Wydanie: 13396

Spis treści

Reklama

Gość „Rzeczpospolitej”

Zamów abonament