Utracona wiara w proste historie
Dekonstruowanie miłości i zagubienie jej tajemnicy to ogromny problem naszych czasów – mówi reżyser Mariusz Treliński przed premierą „Kobiety bez cienia” w Operze Narodowej.
Zaskoczył mnie pan, wybierając „Kobietę bez cienia” Richarda Straussa, postrzeganą jako apoteoza dojrzałości, małżeństwa i macierzyństwa.
Na szczęście Richard Strauss, podobnie jak Szekspir czy Dostojewski, jest autorem polifonicznym. Przeciwstawia w swoich utworach równoważne punkty widzenia, namawia na rozważenie każdej perspektywy i pozwala na wiele interpretacji. W „Kobiecie bez cienia” mamy rzeczywiście dość przestarzały, wyrastający z patriarchatu świat. Dominują w nim jednak dużo głębsze i ciekawsze postaci kobiet, które nie poddają się przemocy mężczyzn. Dla mnie jest to opowieść o próbie wydobycia się z matriksu, gdzie góruje figura ojca, który naznaczył bohaterkę jakąś traumą, chorobą powodującą, że jest ona kobietą okaleczoną, kobietą „bez”. Czym jest ten tytułowy brak cienia? Na pewno mówi o jakimś poczuciu ułomności, pustki.
Ale może to też niedojrzałość.
Tak. To, co wstawi się w to równanie, staje się tematem opowieści. Może więc to być bezdzietność, ale też utracona umiejętność empatii, problem z wchodzeniem w relacje, wewnętrzna pustka, doświadczenie braku pełni powodujące, że człowiek jest pogrążony w depresji. To dla mnie klucz do „Kobiety bez cienia” i tu nasuwa mi się na myśl „Melancholia” Larsa von Triera.Strauss postawił w tej...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
