Trudna radość z olimpijskiej zimy
Zimowe igrzyska właśnie się zaczynają, ale podniecenia nimi nie widać, jakbyśmy zdawali sobie sprawę, że wszystko, co dla nas najlepsze w sportach zimowych, już było i szybko raczej nie wróci.
Do czasów Adama Małysza, Justyny Kowalczyk i pokolenia Kamila Stocha zima to był dla nas czas olimpijskiego letargu, z którego zbudziliśmy się tak naprawdę tylko raz, dzięki Wojciechowi Fortunie w roku 1972. Potem przez długie 30 lat znów było tak smutno, że po igrzyskach 1976 w Innsbrucku pewien polityczny komisarz sugerował nawet w TVP obywatelską reedukację sportowców w warunkach prawdziwej zimy, znacznie surowszej niż w Zakopanem czy Szczyrku.
Dopiero wraz z nowym tysiącleciem nadlecieli Małysz i Stoch, przybiegła Kowalczyk. To wtedy sportowa Polska w zimowe weekendy zasiadała...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)