Polemicznie o sędziowskiej wizji „praworządności”
Jeśli sędzia, znany prawnik, publicznie szydzi z orzeczeń najwyższych organów sądowych, to niewątpliwie wysyła prosty komunikat: prawo nie jest wiążące, jeśli nam się nie podoba.
Na łamach „Rzeczpospolitej” 6 lutego 2026 r. ukazał się tekst prof. Marty Romańskiej, sędzi Sądu Najwyższego, pt. „Głos w sporze o istniejące i nieistniejące orzeczenia SN”. Wypowiedź ta sprawia wrażenie kolejnej odsłony dobrze znanego spektaklu, w którym ta sama grupa środowisk prawniczych od lat odgrywa rolę strażników „prawdziwej praworządności”, a jednocześnie konsekwentnie kwestionuje konstytucyjny porządek państwa, jeśli tylko nie odpowiada on ich wizji świata. Autorka występuje w roli racjonalnej moderatorki sporu, osoby stojącej ponad emocjami i polityką, lecz już po kilku akapitach okazuje się, jest to raczej kolejny manifest ideologiczny ubrany w togę prawniczej erudycji.
Wykładnia prawa czy partyjny manifest
Profesor Romańska zaczyna od tezy, że Polska wciąż nie weszła na drogę „przywracania praworządności”, bo nie uchwalono jeszcze odpowiednich ustaw przygotowanych przez określone środowiska eksperckie.
Innymi słowy: praworządność istnieje tylko wtedy, gdy rządzą ci, którzy realizują konkretny program polityczno-ustrojowy. Jeśli władza wybrana w wyborach powszechnych decyduje się na inne rozwiązania – mamy kryzys, upadek demokracji i koniec państwa prawa. Jak sądzę, jest to osobliwa definicja konstytucjonalizmu, bliższa raczej manifestowi partyjnemu niż wykładni prawa, co skłania mnie do przedstawienia kilku uwag polemicznych.
Zacznę od tego, iż w narracji pani...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)