Męczeństwo Przemysława Czarnka
To, że zostanie premierem, jest raczej niemożliwe. Ma być PiS-owskimzderzakiem na czas kampanii wyborczej. Zbierać ciosy, doprowadzać do kolizji, być chorążym trzymającym sztandar prawicy. A chorążowie – jak pamiętamy z historii – zwykle w bitwach giną.
Imponuje mi heroizm, z jakim Przemysław Czarnek przyjął straceńczą misję. Tym bardziej, że on naprawdę w sytuacji wygranej prawicy w wyborach parlamentarnych mógłby być wyciągniętym przez Jarosława Kaczyńskiego z rękawa królikiem i przyjąć rolę integratora potencjału PiS i obu Konfederacji. I wtedy mógłby naprawdę zostać premierem. Granie jego kartą dzisiaj, na półtora roku przed wyborami, oznacza raczej odpalenie ładunku na długo przed tym, zanim na moście pojawią się wrogie czołgi. Misja Czarnka z zasady jest straceńcza, a jego polityczny profil tylko pogłębia...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
