Marokańska zupa
Przegrać, by jednak wygrać. Ten sam mecz. O Maroku, nie tylko futbolowym – dla początkujących i lekko zdezorientowanych.
Pierwsze kroki po wyjściu z lotniska w Marrakeszu. Z przywiezionej z Europy kanapki wypada kawałek kiełbasy. Przechwytuje go kot o podniszczonym futerku. To pewnie pierwsza wieprzowina w jego życiu. Ociera się o nogę i miauczy. Kiciu-kiciu, nie ma więcej. Kotku, koteczku, może coś przywiozą następni turyści. Wysypią się z samolotów, spragnieni muzułmańskiej egzotyki w wersji light. Lubią koty, karmią ich zdjęciami swoje smartfony. „Kot” w literackim arabskim to swojski dla wielu Europejczyków „kyt”. Ale w dialekcie marokańskim brzmi z grubsza jak „mysz”.
Przylatują też kibice na Puchar Narodów Afryki. Nie wiedzą, że okaże się najdłuższym turniejem piłkarskim w historii nie tylko kontynentu, ale i świata. Odwiedzą marokańskie stadiony w grudniu 2025 i styczniu 2026, dawno...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)