Mityczny Robert Mitwerandu
W opowieści o pierwszym ciemnoskórym reprezentancie Polski w futbolu, którego historia wróciła przy okazji serialu „Ołowiane dzieci”, nie wszystko jest takie, jak powtarza się od lat, ani takie, jak podpowiadają stereotypy czy mógłby snuć filmowy scenariusz. Tylko żal, po nagłej śmierci 30-latka, pozostaje ten sam.
Wie pan, jestem dość wyczulona na sytuacje, gdy coś jest robione pod publiczkę. Przypomina mi się na przykład taki epizod, gdy Robert jako młody chłopak razem ze swoim bratem Adamem został zaproszony do studia Telewizji Polskiej w Katowicach, gdzie w afrykańskich strojach ludowych mieli godoć. Może to i ładny, ciekawy obrazek, ale prawda jest taka, że na co dzień po śląsku prawie nie mówili, więc trudno traktować to inaczej niż typową ustawkę. Bliższe jest mi podejście oparte na prawdzie i faktach niż tylko inspirowanie się nimi. Serialu „Ołowiane dzieci” jeszcze nie widziałam, ale dobrze, by jego widzowie nie traktowali go jak dokumentu. Ten serialowy ciemnoskóry chłopak jest nastolatkiem, a Robert w 1974 r. miał zaledwie cztery lata – mówi mi Aleksandra Mitwerandu, wdowa po Robercie Mitwerandu, z którą rozmawiam cztery dekady po tym, gdy Robert występował w reprezentacji Polski juniorów i krótko przed 26. rocznicą jego śmierci.
Chłopak na basenie – Adam, Robert i godko
Pracowałem przy tym scenariuszu, byłem w teamie, który najpierw budował jego tkankę, a potem był ze mną konsultowany jego ostateczny kształt, za który odpowiada Jakub Korolczuk, choć reżyser Maciek Pieprzyca na końcu pewnych zmian też dokonał. Za ciemnoskórym chłopakiem na basenie w serialu stoi opowieść o braciach Mitwerandu...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)