Co łączy reżimy Białorusi i Kim Dzong Una?
Białoruski dyktator po raz pierwszy w swojej karierze politycznej udał się do Pjongjangu. – W głębi duszy Łukaszenko zazdrości dynastii Kimów – komentuje dla „Rzeczpospolitej” znany białoruski ekspert.
Tysiące wypchniętych z własnego kraju Białorusinów w środę na ulicach Warszawy, Wilna i wielu innych miast Europy obchodziły Dzień Wolności (nawiązujący do proklamowanej w 1918 r. Białoruskiej Republiki Ludowej), zakazany od lat w ich ojczyźnie.
W tym samym czasie urzędujący od ponad trzech dekad dyktator Aleksander Łukaszenko udał się tam, gdzie wolności jest znacznie mniej niż pod jego rządami na Białorusi – rozpoczynał swoją pierwszą oficjalną wizytę w Korei Północnej.
Łukaszenkę przywitał tłum kilkuletnich dzieci wiwatujących na lotnisku, towarzyszyło mu kilkudziesięciu policjantów na motocyklach, a konna eskorta honorowa i orkiestra witały go na Placu Kim Ir Sena (dziadka obecnego przywódcy Korei Północnej). Na opublikowanych przez służbę prasową Łukaszenki nagraniach, relacjonujących podróż po ulicach północnokoreańskiej stolicy, nie zobaczymy żadnych przechodniów...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
