Globalizacja skończy się dopiero po naszym trupie
Globalna wioska co prawda płonie, ale ma się lepiej niż kiedykolwiek. Każda z plag, jakie spadły na świat w latach 20. obecnego wieku, tylko potwierdziła, że nie ma mowy o żadnym schyłku globalizacji – pisze publicysta „Rz”.
Globalizacja jeszcze nigdy nie miała się tak dobrze. Pogłoski o jej schyłku to mrzonki. Jesteśmy połączeni w jeden wielki system ekonomiczny i społeczny, co najwyżej w jednych miejscach odczuwamy to mocniej, a w innych słabiej.
Najbardziej dobitnym dowodem na jej siłę są konsekwencje ataku Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran. Jego fale przetoczyły się w różnych formach i z różną siłą przez cały świat. W Polsce hurtowe ceny paliw skoczyły w niecały miesiąc o blisko 50 proc., na amerykańskich stacjach galon benzyny podrożał o jedną trzecią, a świat obiegły zdjęcia kolejek na stacjach choćby w Indiach. Droższe paliwa to droższy transport, a to oznacza wyższą cenę niemal wszystkiego – odczuje to prędzej czy później każdy na całej planecie. A jest jeszcze długa lista produktów, których wytworzenie bez ropy jest albo ekonomicznie nieopłacalne, albo wręcz niewykonalne – od tworzyw sztucznych, przez chemię gospodarczą po nawozy.
To najbardziej oczywisty skutek i najbardziej namacalny dowód, że globalizacja działa. Przypomina o sobie, gdy ktoś chce zaburzyć jej działanie. Ale atak na Iran pokazał, że globalizacja to też mniej lub bardziej swobodna wolność przemieszczania się – przynajmniej dla tych uprzywilejowanych obywateli świata dobrobytu. I nie chodzi tylko o nagłe...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
