Cmentarze mocno rzucają się w oczy
Rosjanie już się najedli dążeniem do imperialnej wielkości, zrozumieli, czym ono jest, i więcej go nie chcą. Poznali cenę, jaką za to płacimy – mówi Boris Nadieżdin, rosyjski polityk opozycyjny.
Dodzwoniłem się do pana przez Telegram. Czyli internet mobilny w Moskwie jeszcze działa?
Mieszkam w Dołgoprudnym (20 km na północ od centrum Moskwy – red.) i tu problemy z internetem są, ale VPN na szczęście wygrywa. Bez tego nie da się połączyć z Telegramem.
Czy mieszkańcy rosyjskiej stolicy czują trwającą piąty rok z rzędu wojnę Rosji z Ukrainą?
Czują już wszędzie, nie tylko w Moskwie.
Jak to odbierają?
To już zależy od stosunku poszczególnego człowieka do Putina i władz. Wszyscy odczuwają mnóstwo niedogodności. Nie wspominam już o Biełgorodzie, gdzie od dawna wojna trwa na całego. Tu, pod Moskwą, widzimy latające nad naszymi głowami drony. W pierwszym roku wojny nic takiego nie miało miejsca. Ostatnio dzieje się to coraz częściej, słyszymy to zwłaszcza w nocy. Drony ukraińskie dolatują już do Syberii, a internet mobilny jest wyłączany w wielu regionach kraju. Nie działa nawigacja, nie da się włączyć mapy w telefonie, jadąc ulicami rosyjskich miast. Cmentarze w rosyjskich miastach, na których chowają uczestników specjalnej operacji wojennej (tak rosyjskie władze nazywają wojnę z Ukrainą – red.), mocno rzucają się w oczy. Dużo osób zginęło. Do tego wszystkiego rosną ceny, gospodarka hamuje. To nie zapowiada nic...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)