Niepewna przyszłość progresywistów na Węgrzech
Nie jesteśmy w momencie otwierania polityki na wiele kolorów. Na Węgrzech mandat nowego premiera polega przede wszystkim na tym, by cegła po cegle rozebrać autorytarne państwo Orbána – mówi Kata Tüttő, węgierska szefowa Komitetu Regionów.
Zacznijmy od wyborów na Węgrzech. Co tak naprawdę się wydarzyło?
Nie ma jednej odpowiedzi. Jestem politykiem, nie analitykiem politycznym. Prowadzę kampanie od 1998 r. i wiem, że po fakcie wszystko wygląda jasno. To trochę jak z liczbami w loterii. Dopiero po losowaniu wszyscy mówią, że były oczywiste. Mogę jednak powiedzieć jedno. Od dawna wiedzieliśmy, że na Węgrzech jest więcej osób, którym nie podoba się opowieść Viktora Orbána o kraju. Problem polegał na tym, że wcześniej nie było przekonującej alternatywnej opowieści. Teraz ta alternatywa się pojawiła. Węgrzy pokazali, że mają dość tej drogi i tej historii, którą Orbán dla nich pisał. To był jeden z głównych czynników tej zmiany.
Co to znaczy dla spraw polityków i polityczek progresywnych na Węgrzech i w regionie? Wywodzi się pani właśnie z progresywnego środowiska. Wiele osób w Polsce też zadaje sobie teraz pytania o progresywne postulaty i ich realizację ponad dwa lata po zwycięstwie obecnej koalicji.
Nie chcę analizować całego regionu, bo nie mam takiej wiedzy. Wiele osób w Europie Środkowej próbuje dziś odpowiedzieć na to pytanie i nie ma jednej odpowiedzi. Na Węgrzech proces nie zaczął się w 2024 czy 2026 r. Już wcześniej było jasne, że jeśli opozycja...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
