Kobiety walczące o swoje prawa
Premiery „Romea i Julii” i baletowych „Urojeń” zwieńczyły pierwszy sezon narodowej sceny pod nową dyrekcją.
„Romea i Julii” Charlesa Gounoda nie wystawiano na warszawskiej scenie przez ponad 150 lat, choć w świecie należy do bardzo popularnych oper. A przecież powinniśmy mieć do tej opery szczególną estymę, bo Gounod nadał jej ostateczny kształt dla najlepszego jego zdaniem tenora na świecie – Polaka Jana Reszke. Autorkę obecnej inscenizacji, Barbarę Wysocką bardziej jednak zainteresowała Julia.
Nie potraktowała jej – tak zresztą jak inne bohaterki swoich operowych spektakli, Łucję z Lammermooru czy Gildę – jako biednej ofiary przemocowego, męskiego świata. W Julii od początku jest bunt i mimo dziewczęcej niewinności to ona w wielu momentach wydaje się być silniejsza i gotowa mocniej walczyć o miłość niż Romeo. Tak też pokazała ją naturalna w tej roli ormiańska artystka Nina Minasyan o dźwięcznym a delikatnym głosie, który w kolejnych scenach nabierał coraz mocniejszej ekspresji.
Romeo za sprawą Bekhzoda Davronova był tym razem bardziej liryczny. Pochodzący z Kazachstanu tenor (warto zapamiętać jego nazwisko, bo ten artysta robi efektowną karierę w Europie) o starannie prowadzonym, choć niezbyt nośnym głosie, stworzył jednak z Niną Minasyan...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
