Łatwiej byłoby trafić szóstkę w totka
Być może Szymon padł ofiarą swojej klasy. Trzymano go na najważniejsze spotkania, a później drabinka tak się ułożyła, że meczu dla niego zabrakło – mówi „Rz” Tomasz Listkiewicz, asystent Szymona Marciniaka na mundialu.
Wraz z Szymonem Marciniakiem i rodzinami spędzacie urlop w Hiszpanii. Z reguły to czas na refleksje. Jakie towarzyszą wam po amerykańskim mundialu?
Minęło chyba jeszcze za mało czasu, by przyszły jakieś głębsze przemyślenia. To dopiero parę dni od powrotu, potrzeba dłuższej perspektywy. Zresztą staramy się w trakcie urlopu w ogóle o piłce nie myśleć i nie rozmawiać.
Jechaliście do USA zapewne ze świadomością, że dwa finały mistrzostw świata z rzędu byłyby cudem, ale na półfinał czy ćwierćfinał chyba liczyliście, klasa sędziowska waszego zespołu do tego upoważnia. Skończyło się na dwóch meczach grupowych, więc niedosyt pewnie pozostał?
Wiedzieliśmy, że nie ma ani racjonalnych, ani pozaracjonalnych przesłanek do tego, by jakiś sędzia poprowadził dwa finały mundialu. Zdecydowanie łatwiej byłoby trafić szóstkę w totka, niż po czterech latach znów sędziować finał. Na to w ogóle nie liczyliśmy. Wiedzieliśmy, że w pierwszym meczu trzeba się dobrze zaprezentować, a jeśli to się uda, to samo zrobić w drugim. Czyli mówiąc Adamem Małyszem, oddać dwa dobre skoki, a potem czekać, co z tego wyniknie. Uważam, że spotkania Argentyny z Algierią i Iranu z Egiptem sędziowaliśmy na bardzo wysokim poziomie. Na ten trzeci mecz zapracowaliśmy, ale w turnieju nie tylko forma sportowa decyduje.
W takim razie co decyduje?...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
