Ostatni z pokolenia
Jego autobiografia, wydana osiem lat temu, nosi tytuł „Losowi na przekór”. Takie tytuły zazwyczaj nadaje się życiorysom niezłomnych bojowników przegranych spraw, lecz w przypadku Andrzeja Wielowieyskiego ta intuicja byłaby skrajnie nietrafiona.
Na to, kim był, pracowały dziesiątki generacji przodków. Las, koń, uprawa – impulsy tożsamości, które, jak napisał we wspomnieniach, ukształtowały go w młodych latach, otrzymał już w genach. Jego odlegli antenaci przed tysiącem lat karczowali lasy Podkarpacia. A symbole konia i uprawy przez wieki tworzyły obraz polskiej szlachty, środowiska, w którym wychował się zmarły 29 sierpnia, w wieku 98 lat, Andrzej Wielowieyski.
Dziwna to społeczność, bo łącząca w jednym archetypie dwie sprzeczne zasady. Koń to żywioł stepu, atrybut ruchliwych nomadów, których racją istnienia zawsze była walka – raz w obronie, innym razem w intencji podporządkowania przywiązanych do kawałka ziemi mniej ruchliwych istot ludzkich. Z kolei uprawa to odpowiedzialność za ten właśnie, konkretny obszar ziemi i żyjących z niej sąsiadów. Ziemi, której owoce to nie łupy zgarnięte przez koczowników, lecz efekt cierpliwej i długotrwałej pracy. Tak tworzy się kultura, pojęcie wzięte z łacińskiego czasownika collere, uprawiać. Polska szlachta potrafiła te sprzeczności harmonijnie połączyć. I jako taka nadawała ton krajowi – aż do połowy ubiegłego wieku.
Początki Wielowieyskich „giną w pomroce dziejów”, ich pierwszym wychwyconym przez sito historii protoplastą był drużynnik Bolesława Chrobrego. Przodkiem Andrzeja był Marcin z Wrocimowic, który na znanym każdemu obrazie Matejki, w środku...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
