Strategia lizbońska nie spełnia pokładanych w niej nadziei
W całej Unii Europejskiej strategia lizbońska stała się w zeszłym rok chłopcem do bicia. Wielu wyśmiewa jej cel, jakim było zbudowanie przez UE najbardziej konkurencyjnej gospodarki w świecie. W Polsce porównuje się ją do słynnego "doganiania Japonii". W podobnym tonie wypowiada się wielu europejskich polityków i ekonomistów.
Czy jednak martwa jest strategia, czy raczej pewna jej koncepcja, według której gospodarkę Unii wystarczy tylko częściowo zreformować, zwiększyć nakłady na badania, Internet, "rozluźnić" nieco rynki pracy i systemy zabezpieczeń społecznych, żeby ruszyła ona z kopyta? Ta koncepcja zakładała, iż uda się utrzymać wysoką konkurencyjność i prawie niezmieniony europejski model społeczny. Jej odzwierciedleniem były trzy wymiary strategii: ekonomiczny, społeczny i ekologiczny. Miarami ich realizacji uczyniono nie tylko zdolność wzrostu gospodarczego, ale też zapewnienie...
Archiwum to wszystkie treści publikowane w "Rzeczpospolitej" od 1993 roku.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
