Netanjahu chce przejść do historii
Premier Izraela jest zadowolony z przebiegu wojny z Iranem. Ma ogromne wsparcie obywateli, co jednak nie przekłada się na wzrost jego popularności.
Po ubiegłorocznej, kilkudniowej wojnie Izraela i USA z Iranem wydawało się, że na horyzoncie pojawił się gwarantujący pokój i korzystny dla Izraela układ sił. Jak zapewniał premier Beniamin Netanjahu, groźba atomowej zagłady państwa żydowskiego została oddalona. W dodatku sojusznicy Iranu z tzw. osi oporu zostali mocno osłabieni, zwłaszcza libański Hezbollah, w Syrii nastąpiła korzystna dla Izraela zmiana reżimu, a Hamas w Strefie Gazy został pokonany, chociaż nie złożył jeszcze broni. Jednak w ostatnich dniach lutego Netanjahu rozpoczął nową wojnę w przekonaniu, że – jak to ujął jeden z jego doradców – pojawiła się „złota okazja” na doprowadzenie do końca całej „misji”.
– Zlikwidujemy egzystencjalne zagrożenie, jakie stwarza terrorystyczny reżim w Iranie – zapewniał 28 lutego, gdy izraelskie samoloty atakowały już cele w Iranie. Zwycięstwo w tej wojnie miało być swego rodzaju końcem historii w postaci ostatecznego wyeliminowania zagrożenia militarnego ze strony reżimu ajatollahów. Jedynego nieprzejednanego państwa na Bliskim Wschodzie, z którym porozumienie było niemożliwe, inaczej niż z Egiptem czy Jordanią w dawnych czasach, a niedawno...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)