Muszę sam siebie osądzić
Zawsze robiłem bardzo osobiste spektakle – mówi reżyser Marek Weiss, który zapowiada, że premierą „Falstaffa” w Operze Narodowej i po zrealizowaniu 150 inscenizacji definitywnie żegna się ze sceną.
Zapowiada pan, że reżyserowany przez pana „Falstaff” Verdiego nie będzie komedią.
To prawda. „Falstaff” tylko z pozoru jest zabawnym utworem, nawiązującym do postaci żołnierza samochwały znanej już w literaturze starożytnego Rzymu. I Szekspir coś takiego wykombinował, ale wciągnęła go autentyczna historia, bo szekspirowski Falstaff miał ponoć rzeczywiste pierwowzory. A przede wszystkim klimat życia w jego sztukach jest pełen walk, mordów, intryg, gwałtów, co zaważyło i na tej postaci. Jest to więc stary żołnierz, który wychował syna króla Henryka IV, nosił go na rękach i uczył wszystkiego – miłości, walki, zabijania. Ale po śmierci ojca jego ukochany Henryczek zostaje kolejnym monarchą i Falstaff, który był przekonany, że nareszcie użyje życia, został brutalnie odrzucony.
Na nowym etapie życia Henryka nie był władcy potrzebny. Znamy wiele takich przykładów z historii i z polityki.
Stary i w skrytości ducha wściekły Falstaff niby więc dalej się bawi, oddaje się pijaństwu, kobietom, ale to wesołość pozorna, bo on ciągle pamięta o Henryku, który go zdradził. Czuje się odrzucony. Można to traktować ironicznie, niektórzy ludzie potrafią nawet śmierć traktować z przymrużeniem oka, ale to nie jest zabawne. Robienie z Falstaffa kolejnego Zagłoby,...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
