Jak uciec przed katastrofą
Oto propozycja obrony Polski przed kryzysem, do którego prowadzi igranie z nierównowagą finansową. Skłóconym politykom wydaje się, że jeśli do niego dojdzie, to winę zrzucą na rywali. Otóż nie. Wszyscy będziecie winni.
Słowne przepychanki liderów zwalczających się partii oraz ich licznych fachowców znających się na wszystkim, a już w szczególności na finansach publicznych i bezpieczeństwie, bynajmniej nie zbliżają nas do sensownego przeciwdziałania nawarstwiającym się trudnościom. Patrząc na to chłodnym, obiektywnym okiem, nie sposób nie ulec wrażeniu, że podczas gdy im się wydaje, iż rywalizują, który z nich wie lepiej, jak wybrnąć z zaułka, do którego przecież sami doprowadzili, w rzeczywistości licytują się, który z nich potrafi swoją polityką sytuację jeszcze bardziej pogorszyć.
Rację ma Jarosław Kaczyński, gdy powiada o państwowym planie finansowym na 2026 r., że „Ten budżet jest fatalny, wręcz tragiczny dla Polski, dla polskiej gospodarki. On jest kolejnym przejawem bardzo głębokiego kryzysu finansów publicznych”. Ale niczym innym jak pomówieniem jest supozycja, że „Dochody państwa mogłyby być wyższe, wyraźnie wyższe, gdyby ta władza samym swoim istnieniem nie była zachętą do nadużyć, a poza tym podjęto cały szereg działań (…), które ułatwiają nadużycia”.
To ciekawa figura retoryczna z tym „samym swoim istnieniem”, tym bardziej że narastanie kryzysowego stanu finansów publicznych zapoczątkował swoją polityką (no bo chyba nie samym swoim istnieniem?) rząd Prawa i Sprawiedliwości, nad którą to formacją od lat panuje właśnie Kaczyński. Zarazem wikła...
Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną.
Ponad milion tekstów w jednym miejscu.
Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej"
ZamówUnikalna oferta


![[?]](https://static.presspublica.pl/web/rp/img/cookies/Qmark.png)
